Finałowy zwiastun Wiedźmina. Czy jaram się jak flota Stanisa?

  • by

Finałowy zwiastun Wiedźmina. Czy jaram się jak flota Stanisa? Mogło się tak zdarzyć.

Wiem, że ostatnio spamuję mocno materiałami dotyczącymi zwiastunów, ale nic nie poradzę, że tyle się ich pojawia z końcówką roku a wszystkie są co najmniej interesujące. Trailer netflixowego Wiedźmina też taki jest.

Ostatni zwiastun Wiedźmina

Moja pierwsza styczność z Wiedźminem miała miejsce jeszcze w szkole podstawowej, gdy pod choinkę dostałem Krew Elfów. W tamtym czasie nie byłem specjalnie nim zainteresowany, a i sam Biały Wilk nie zagrzał jeszcze dobrze miejsca w popkulturze. Z biegiem lat co raz częściej dochodziły do mnie głosy, że to niezły kawał literatury, aż w końcu skusiłem na sagę przy okazji premiery drugiej części gry.

Książki wchłonąłem momentalnie. A potem gry, film i serial. Ten polski. I zacząłem psioczyć, że żyjemy w takim dziadowskim kraju, gdzie ani dobrej reprezentacji w piłkę nożną, ani porządnego filmu nie potrafią od dawna zrobić. I myślałem o tym zmarnowanym potencjale.  Szczególnie, że gdzieś w międzyczasie premierę miała Gra o Tron, nic już nawet nie wspominając o kultowym Władcy Pierścieni.

A później pojawiła się informacja, że nad projektem Wiedźmina pracuje Tomek Bagiński. A jak Bagiński się za coś zabiera, to wiedz, że coś się dzieje.

Czym jest dla mnie Wiedźmin?

Największy problem z Netflixowym Wiedźminem jest dla mnie język produkcji. Mówcie co chcecie, ale dla mnie przygody zabójcy potworów były tak doskonałe przede wszystkim przez dialogi. Jednak rzecz nie w tym, że te dialogi były dobre. One oprócz tego, że były dobre, to jeszcze doskonale bawiły się staropolszczyzną. A tej przełożyć na angielski nie sposób. To już na starcie była dla mnie wada i podchodziłem do tego serialu z rezerwą. Sam byłem (i jestem nadal) ciekawy, czy Biały Wilk jest w stanie mi coś zaoferować.

To nie jest jednak tak, że na starcie się zamknąłem na nową produkcję. Wręcz przeciwnie, odnoszę wrażenie, że jestem na nią dużo bardziej otwarty niż większość fanów. Nie mam wobec niej specjalnych oczekiwań. Chciałbym po prostu, żeby to był dobry serial i już samo to, po latach oczekiwań, dla mnie wystarczy.

Jaram się jak po znaku Igni

Brak specjalnych oczekiwań i otwarta głowa w połączeniu z nowym zwiastunem pozwoliło mi się mocno nową produkcją zajarać. Wszystko wskazuje na to, że dostaniemy przynajmniej dobrą i solidną produkcję. Widać, że Netflix nie pożałował orenów. Widać, że głównie aktorzy są nieźle dopasowani do postaci. Widać, że Geralt jest tym markotno-sarkastycznym Geraltem z książek. Widać, że dialogi będą istotne. Widać, że sceny walki są dopracowane. To wszystko widać już w zwiastunach.

Jedyna obawa jaka pozostaje, to czy to wszystko spina dobry scenariusz i czy nie będzie jakichś wielkich, reżyserskich wtop po drodze. Ale nie zapowiada się na to. Do tej pory do całej wrzawy wokół podchodziłem dosyć ostrożnie, ale dzisiaj, po obejrzeniu już wszystkich zwiastunów i po obejrzeniu wszystkich dostępnych materiałów nie sposób się tą produkcją nie jarać.

Zwiastun dowozi

Trochę szkoda, że premiera serialu pokrywa się nieco z premierą nowych Gwiezdnych Wojen, bo wydaje mi się, że hype w internecie byłby jeszcze większy. Niemniej, i tak czekam niecierpliwie. Przyszły tydzień będzie ekscytujący a piątkową premierę Wiedźmina zwieńczę pewnie zarwaniem nocki i oglądaniem wszystkich odcinków. Niech żyje binge watching!

I na pohybel strzygom!

Dodaj komentarz

avatar