Moje wrażenia z filmu Avengers Infinity War bez spoilerów.

Na początku zaznaczę, że nie zdradzam żadnych wątków fabuły, nie spoileruje żadnych wydarzeń w filmie, więc jeśli jeszcze nie widziałeś filmu, to możesz bez obawy czytać ten tekst – piszę jedynie o ogólnikach i o moich wrażeniach z seansu. Recenzja ze spoilerami pojawi się nieco później i będzie wyraźnie oznaczona.

Wejścióweczka przed seansem

Zanim wybrałem się na seans Avengers Infinity War, przygotowałem się jak tylko mogłem. Nadrobiłem i odświeżyłem wszystkie możliwe filmy Marvela, obejrzałem wszystkie sceny na końcach filmów a także wszystkie sceny po napisach. Obejrzałem dziesiątki, jeśli nie setki nagrań traktujących o superbohaterach, przeczytałem dziesiątki tekstów dotyczących świata Marvela. Na pewno nie wiem wszystkiego, ale tak przygotowany to nie byłem na żadnym z egzaminów.

Tak jak przewidywałem, nowi Avengersi bez obejrzenia poprzednich filmów będą co najwyżej pustą historyjką. Uważam, że nie będzie się dało docenić tego filmu nie kibicując żadnemu bohaterowi a chyba nie ma czasu na to, by świeży widz polubił kogoś od początku. Dla mnie jako osoby, która jest na bieżąco z całym światem MCU to było coś oczywistego, ale ktoś z zewnątrz chyba nie bawiłby się tak dobrze.

Równowaga

Przewidywałem również, że nie będzie wiele czasu dla wszystkich postaci, bo jest w tym filmie ich ogromne nagromadzenie i w zasadzie przez cały seans nie ma niczego innego niż akcja. Są momenty w których film zwalnia, ale tylko po to by dać widzowi odrobinę odsapnąć a później znów wraca do szalonego tempa. Całość jest moim zdaniem doskonale wyważona, bo nie pozwala się widzowi zmęczyć a jednocześnie nie ma możliwości w którymkolwiek momencie ziewnąć albo zerknąć na zegarek.

Ponadto, co warto docenić, mamy w tym filmie niesamowity miks światów, lokalizacji, bohaterów i stylów, że gdyby ktoś mi o tym opowiedział wcześniej to popukał bym się w czoło. Tymczasem w nowych Avengersach wszystko do siebie pasuje. Mamy obok siebie zaawansowaną technologię, magów, podróże w kosmosie, gadające drzewo, afrykańskich wojowników z dzidami, pojawił się nawet krasnolud a wszystko do siebie pasuje, wszystko ze sobą współgra i nie było ani jednego momentu w którym ta mieszanka raziłaby w oczy.

Epickość

Czy warto obejrzeć Infinity War? Odpowiem w ten sposób – siedziałem trzy godziny w środowy wieczór w nieco leciwej już sali kinowej wypełnionej po brzegi nerdami, obok mnie siedział gość, któremu tak przeokrutnie capiło z gęby, że aż Thanosowi zmarszczyła się broda, a po zakończeniu czułem, że chętnie posiedziałbym tam kolejne trzy. Niech samo to będzie dla ciebie drogowskazem.

Film ma swoje drobne grzeszki, o których opowiem szerzej w recenzji ze spoilerami, ale nie przesłaniają one całokształtu i moim zdaniem, tak na gorąco, tuż po seansie, jestem w stanie stwierdzić, że to był najlepszy film Marvela jaki powstał. Może dlatego, że był kręcony z epickim rozmachem i że mieliśmy do czynienia z naprawdę ogromną kompilacją superbohaterską a ja uwielbiam takie kino, ale z drugiej strony, wokół samego filmu powstał olbrzymi hype i nietrudno było oczekiwać zbyt wiele od nowych Avengersów a mimo to nie zawiedli, za co należą się twórcom wyrazy szacunku.

Infinity War dowozi i robi to w doskonałym stylu a po ostatniej scenie na sali kinowej zapanowało głuche milczenie. Jedyny dźwięk jaki można było usłyszeć to uderzenia szczęk, które opadały z wrażenia.

W tym filmie mogło zawieść wszystko.

Nie zawiodło mnie absolutnie nic.